sobota, 6 listopada 2010

piątek, 5 listopada 2010

Zupa pieczarkowa.

Pieczarki są generalnie tanie i mają szereg zastosowań. Zapiekanki, sosy etc., ale o tym kiedy indziej. Dzisiaj o zupie, bo dzień był deszczowy i ponury i postanowiłem się rozgrzać.

Ze sklepu przyniosłem:

35 dag pieczarek
jeden jogurt naturalny do zabielenia

Kosztowało to całe cztery zeta.

W domu miałem kostki rosołowe (możesz użyć włoszczyzny, jak ci się chce - he he he), makaron (tu sporo dowolność, ja wziąłem jakieś tam spaghetti i połamałem na kilka części, spoko) i wodę, oczywiście.

Garnek masz? Masz. Nalej wodę i wstaw niech się gotuje. Jeśli chodzi o proporcje woda/kostki/włoszczyzna (he he he), to zależy od ciebie. Im więcej wody, tym słabszy wywar. Im mniej wody, tym wywar mocniejszy (przecież!). Woda w trakcie gotowania paruje, to pamiętaj o tym.

W drugim garnku, niezależnie, gotujesz wodę. Do wrzątku makaron i niech pływa póki nie zmięknie. Nie sprawdzaj ręką, użyj widelca czy czego tam innego, byle się nie poparzyć. Ugotowane wyrzuć na jakieś sitko, czy coś podobnego.

Kiedy wywar będzie gotowy i bulgotał - poszukaj tarki. Wybór otworów pozostawiam tobie, nie ma to większego znaczenia, może tylko to że większe kawałki muszą się dłużej gotować. Pieczarki trzyj bezpośrednio do wywaru. Jak już zetrzesz, to jesteś na ostatniej prostej przed konsumpcją. Daj zawartości garnka się pogotować jeszcze jakieś 10 minut. No może 15.

Na talerz połóż wcześniej ugotowany makaron. Nalej zupy. Teraz przypomnij sobie gdzie postawiłeś jogurt (a właśnie, może być śmietana, jak pan wolisz), wlej trochę do zupy, niech to jakoś wygląda.

Smacznego. Nie ma sprawy.

środa, 3 listopada 2010

Dzień dobry.

Zapraszam do lektury, kawalerów i w ogóle. Będzie o gotowaniu i jedzeniu. PDK.